Kawa na migi po drodze na safari

W Tanzanii 10% społeczeństwa jest niepełnosprawna. Lokalne i zagraniczne NGO-sy walczą o podstawowe prawa tej grupy – dostęp do edukacji i zatrudnienia. Dzięki ich staraniom we Wschodniej Afryce istnieje kilka miejsc, które wydają się być inspiracją dla Polski jak włączyć osoby z niepełnosprawnościami w życie społeczne. „Neema Craft” to centrum, w którym znajduje się sklep z rękodziełem oraz restauracja. Pracują w nim osoby niepełnosprawne fizycznie oraz niesłyszące.

Tekst: Iwona Frydryszak, zdjęcia: Roman Staněk

Zdj. Produkcja papieru.

Ten artykuł powinien pojawić się w styczniowym numerze Magazynu “Ludzka Sprawa”. Jednak po raz pierwszy od czterech lat istnienie gazety jest poważnie zagrożone.

Iringa, Tanzania – Młody człowiek czołga się przed wejściem do świeżo pomalowanego na żółto sklepu. Ma niesprawne nogi. Po chwili wyłania się spod lady i spogląda na klientów zza kasy. To Claud J. Mahembe – 25-letni sprzedawca w centrum „Neema Craft”. Otaczają go kolorowe, afrykańskie ubrania, biżuteria, albumy i ramki na zdjęcia z bananowych liści. Wystrój pomieszczenia przypomina styl skandynawskiej Ikei. Panuje przyjemny chłód, choć na zewnątrz 40-stopniowy upał.

Sklep znajduje się w centralnej części Tanzanii, w środku górzystego miasta Iringa. Jednak nie przychodzą do niego po zakupy Afrykańczycy. Powstał by dać im pracę. Klientami są Wazungu – co w języku kiswahili znaczy „Europejczyk” tj. „biały”. Mogą tam kupić pamiątki i napić się dobrej kawy po drodze na safari.

‘Neema Craft” zatrudnia dziś na pełen etat 100 niepełnosprawnych osób z Iringi i okolic. Susie Hart, żona angielskiego weterynarza pracującego w Tanzanii, założyła centrum w 2003 roku . Od tego czasu miejsce wciąż się rozwija i dba o potrzeby niepełnosprawnych Afrykańczyków oraz konsumpcyjne potrzeby zagranicznych turystów.

Zdj. Przygotowywanie kartek świątecznych.

Ośrodek powstał przez przypadek. Podobnie zresztą jak większość małych projektów rozwojowych w krajach Południa. „Przyjechaliśmy do Iringi, ponieważ dostałem tutaj pracę. Moja żona chciała znaleźć dla siebie zajęcie. Tutejszy biskup doradził jej by zwróciła uwagę na osoby niepełnosprawne. Jest ich bardzo dużo na ulicach Iringi. Są bezrobotni, niewyedukowani, pozbawieni środków na życie.” – mówi Andy Hart, prezes „Neema Craft”. „Chcieliśmy ich nauczyć wytwarzać różne rzeczy, po to by zdobyli nowe umiejętności, które dadzą im konkretny zawód”.

Dyskryminacja zaczyna się w rodzinie

Praca to jedna z najważniejszych wartości w społeczeństwie. Gdy człowiek nie jest w stanie pracować, zarówno on sam jak i jego otoczenie spycha go na margines życia. W kraju zamieszkałym przez około 35 milionów osób (podobnie jak Polska), 10% społeczeństwa jest niepełnosprawna – czyli prawie 3,5 miliona ludzi jest dyskryminowanych ze względu na wrodzoną bądź nabytą niepełnosprawność (np. uszkodzenie mózgu ze względu na nieleczoną malarię). Z tego 28% to osoby z niepełnosprawnościami fizycznymi i 20% niesłyszących. Nikt jednak nie zna do końca statystyk, gdyż w Tanzanii zdarzają się częste przypadki ukrywania dziecka przed społeczeństwem.

Pewnego razu, gdy pojechałem szczepić kurczaki do pobliskich wiosek, sięgnąłem ręką do pojemnika na kukurydzę. Myślałem, że będzie tam schowany ptak. Jednak zamiast niego wyciągnąłem kilkuletnie dziecko z porażeniem mózgowym” – wspomina Hart. Takie zachowanie rodziców to wynik presji społecznej i brak edukacji. Ludzie, szczególnie na wsi, wierzą, że niepełnosprawne dziecko to dzieło złych duchów (wersja czarodziejów) lub kara za grzechy z przeszłości (wersja kościoła). Dlatego Susie Hart od samego początku postawiła sobie za cel zmianę postaw wobec osób z niepełnosprawnościami.

Najpierw jest rodzina. Nagle widzą, że ich odrzucane od lat dziecko idzie codziennie na 8-godzin do pracy i zarabia pieniądze. Co więcej, potrafi stworzyć piękne rzeczy, które kupują różni ludzie. Zaczynają być dumni ze swego syna. Potem to samo zauważają sąsiedzi. I powoli zmieniają swój stosunek do osób niepełnosprawnych” – mówi założycielka „Neema Craft”, która sama jest niepełnosprawna i niedawno urodziła dziewczynkę z zespołem Downa.

Z oferty „Neema Craft”

Zgodnie z początkowym założeniem głównym klientem „Neema Craft” jest „biały człowiek”. To on może pozwolić sobie na zakup pamiątek w sklepie. Dla większości Tanzańczyków, z których 90% musi wyżyć za mniej niż 2 dolary dziennie (wg ONZ ds. Rozwoju) są to produkty zbyteczne (trudno jest je nawet określić ekskluzywnymi). Dlatego wystrój centrum został zaprojektowany pod Wazungu.


Zdj. Pracownia krawiecka.

Naszymi klientami są najczęściej turyści udający się na safari do Narodowego Parku Ruaha. Są to zazwyczaj bardzo bogaci ludzie. Po drodze chcą odpocząć w miejscu, które przypomina im dom – Europę czy Stany Zjednoczone.  Takim chwilowym domem jest nasza restauracja” – mówi Andy Hart przy dźwiękach chilloutowej muzyki.

Wszystkie osoby pracujące w kawiarni są niesłyszące. Dlatego zamówienie należy zapisać na specjalnej kartce papieru. Obsługa jest wolna, ale jedzenie bardzo dobre. „Neema Craft” oferuje również masaż u fizjoterapeuty, który opiekuje się niepełnosprawnymi dziećmi, a także jogę, występy zespołów i grę na bębnach.

Restauracja jest na górze – z tarasem i widokiem na góry, sklep na dole – z przeźroczystą szybą i warsztatem tkackim obok. W absolutnej ciszy i skupieniu pracuje w nim grupa niesłyszących mężczyzn i kobiet. Gdy się wejdzie do pomieszczenia panuje w nim nieznośny hałas wyłaniający się z urządzeń służących do produkcji tkanin – stukot drewna, pisk ocierającej się o metal piły. Dalej znajduje się pokój z maszynami do szycia oraz stołami do produkcji kartek. Niedługo są święta, więc dominują pocztówki wigilijne i noworoczne.

Pomoc z zagranicy i kościoła

Rozwój i niepełnosprawność to jedna ze ścieżek pomocy zagranicznej. „Neema Craft” nie istniałaby by bez inicjatywy i zarządzania brytyjskiego małżeństwa. Pensja dla niepełnosprawnych pracowników nie byłaby możliwa bez obecności turystów. Choć dochód z usług oferowanych w centrum wystarcza do opłacenia bieżących wydatków, to fundrising wciąż gra istotną rolę w rozwoju organizacji. Ze zbiórki pieniędzy wśród Brytyjczyków zakupione mogą być wózki inwalidzkie (1 sztuka kosztuje 30 dolarów), remont budynku, zapewniona edukacja i szkolenia dla pracowników (5 dolarów wystarczy na miesięczny kurs pisania i czytania) czy opieka zdrowotna.

Dodatkowym wsparciem dla organizacji są Anglikanie. Neema Craft (neema w języku kiswahili znaczy „Łaska Boża”) wszak powstała przy diecezji Ruha. Bezpośrednia przynależność do instytucji kościelnej to cecha charakterystyczna dla niemal każdej afrykańskiej organizacji pozarządowej zaangażowanej w pomoc najuboższym.

W tym wszystkim rola państwa jest niewielka. Osobom niepełnosprawnym nie przysługuje żadna dodatkowa opieka socjalna. Nadzieję stanowi ratyfikowana pod koniec kwietnia tego roku przez Tanzanię Konwencja Praw Osób Niepełnosprawnych. Czekano na to tutaj prawie 3,5 roku (Konwencja została przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2006 roku). Tanzania podpisała ją jako 127 kraj.

Jest to jeden z najważniejszych dokumentów, który ma zapewnić osobom niepełnosprawnym posiadanie takich samych praw i obowiązków, z jakich korzystają inni członkowie społeczeństwa. Przyjęcie Konwencji wiąże się z koniecznością dokonania konkretnych zmian legislacyjnych oraz przewartościowania postaw. Wyznacza ona standardy w respektowaniu godności ludzkiej oraz długoterminowe cele prowadzące do pełnej integracji osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem.

Kropla w morzu

Claud J. Mahembe pracuje w „Neema Craft” od roku. Miał szczęście. Centrum nie jest w stanie przeszkolić i zatrudnić wszystkich osób z niepełnosprawnościami w okolicy. „Osobisty i zawodowy sukces naszych pracowników zachęca innych. Każdego dnia przychodzi ktoś nowy prosząc o pracę. Musimy im niestety odmawiać”- mówi A. Hart.

Neema Craft” to zjawisko w Tanzanii wyjątkowe. W innych miastach tego kraju, nie mówiąc już o wsiach, nikt nie zapewnia szkolenia i pracy osobom niepełnosprawnym. A 100 osób w skali 3,5 milionów to nie wiele. Większość osób niepełnosprawnych w Afryce dotyka problemu skrajnego ubóstwa, z którym wiąże się brak dostępu do wody, opieki zdrowotnej, edukacji, pracy i komunikacji.

Mahembe na pytanie o jego plany mówi: „Moja pensja wynosi 80 tysięcy (200 zł) miesięcznie. To wystarcza jedynie na bieżące wydatki, ale nie na rozwój. A ja chciałbym się dalej uczyć, pójść na uniwersytet. Nie wiem jednak jak to zrobić. Na razie pracuję tutaj. By przeżyć”.

Wideo:

2 komentarzy

Filed under Artykuł, Społeczeństwo

2 odpowiedzi na „Kawa na migi po drodze na safari

  1. Pingback: Betlejem w Afryce Wschodniej « tanzania.ARTbrut.pl

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s